strona główna / pomóż teraz / Pokój pożegnań

WESPRZYJ FUNDACJĘ GAJUSZ

NUMER NASZEGO KONTA:

SWIFT/BIC kod: PKOPPLPW Pekao 80 1240 1545 1111 0010 6257 1028

Konta walutowe - IBAN: PL SWIFT/BIC CODE: PKOPPLPWEURO 86 1240 1545 1978 0010 7080 9139USD 93 1240 1545 1787 0010 7080 9445GBP 94 1240 1545 1789 0010 7080 9618CHF 43 1240 1545 1797 0010 7211 1003

POKÓJ POŻEGNAŃ

Pokój pożegnań

Maleństwo, które mogło istnieć tylko po tamtej stronie brzuszka. Po urodzeniu odejdzie. Ta śmierć to największy dramat rodziców. Ale też dar i szansa na powitanie, pożegnanie, spojrzenie sobie w oczy, na odcisk stópki. Mama, tato, rodzina będą mogli zapamiętać zapach, delikatne kwilenie, ciepło dotyku. Na zawsze, bo miłość nie umiera nigdy.

Chcemy jeszcze w tym roku wyremontować pokój pożegnań w szpitalu Centrum Medyczne im. dr. L. Rydygiera w Łodzi. Żeby rodziny mogły te najważniejsze chwile przeżywać w spokojnej, bezpiecznej i pięknej przestrzeni. Pokój musi spełniać wysokie standardy sanitarno-epidemiologiczne.

Koszt remontu i wyposażenia sali to 60 000 zł. Mniej więcej połowę tej kwoty stanowi zakup specjalnego łóżka z funkcją odbierania porodów.

Wpłać TERAZ, by najważniejsze powitania odbywały się w pięknym miejscu.

Wpłaciło: 297 osób / osoby
25408.00 zł (42.35%)
Potrzebne jeszcze: 34592.00 zł

Kto jest administratorem Twoich danych?
My, czyli Fundacja Gajusz z siedzibą w Łodzi, numer KRS 109866. KLIKNIJ i dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.


Od 2013 roku Fundacja Gajusz opiekuje się rodzinami, które w trakcie ciąży usłyszały okrutną diagnozę. Hospicjum perinatalne to nie jest miejsce, ale sposób działania – idea opieki nad całą rodziną. Mama może tu ponownie wykonać badania i zapytać o wszystko – bez pośpiechu, zyskując poczucie, że nie jest sama.

Te rodziny zasługują na specjalne traktowanie i poród w wyjątkowym, dobrym miejscu. Pokój, w którym przywitają i pożegnają swojego synka lub córeczkę powinien być przepiękny, przyjazny, a także spełniać wszystkie wymagania sanitarno-epidemiologiczne, bo jest częścią szpitala. Ten w Centrum Medycznym im. dr. L. Rydygiera w Łodzi wymaga gruntownego remontu. Potrzebne będzie m.in. specjalistyczne łóżko mające funkcję fotela porodowego, żeby maluszek mógł przyjść na świat w tej przyjaznej przestrzeni. A nie na porodówce, gdzie mama słyszałaby płacz zdrowych noworodków.

Rocznie w szpitalu przyjmowanych będzie około 10 takich porodów. Wyremontowany pokój będzie przeznaczony także dla mam, których dzieci urodzą się martwe oraz poronień. Oznacza to, że w ciągu roku skorzysta z niego prawie 150 rodzin. Spotkają tu swoje dzieci tylko na chwilę. Ale sercach pozostaną na zawsze.

Historie rodzin, które trafiają pod opiekę hospicjum perinatalnego na ogół kojarzą się z dramatem, bólem, łzami... Ale kiedy dziecko ma pozostać na świecie tylko minuty, w najlepszym razie godziny, darowany czas zwalnia i wypełnia się miłością. Rodzice zapominają o tym, co nieuchronne – po prostu tulą, dotykają, są ze swoim upragnionym maleństwem. Całe życie musi się zmieścić w jednej chwili. Miłość nigdy nie umiera, a dziecko przytulone, przyjęte do rodziny, daje najbliższym niezwykłą siłę.
Rodzice maleństwa z wadą letalną, decydując się na tę trudną miłość, ofiarowują swojemu nowo narodzonemu synkowi lub córeczce możliwość poznania mamy i taty. Nadają dziecku imię, robią pamiątkowe zdjęcia, sprawiają, że już na zawsze pozostanie w pamięci rodziny.


Wspomnienia rodziców


W sali poporodowej zostaliśmy sami z Synkiem na rękach. Czas stanął w miejscu. Podziwialiśmy nasz maleńki cud życia. Po trzech godzinach poczułam jego ostatni oddech. To była szczególna lekcja miłości dla nas, zawiązała się między nami niesamowita więź.
Oluś odszedł. Ale jest z nami każdego dnia. Oglądamy jego zdjęcia i nagrane filmiki, odciśnięte ślady jego rączki i stópki. Jest z nami w naszych rozmowach i na rysunkach starszego brata. Ostatnio nasz syn przyniósł ze spaceru dwa źdźbła trawy. „To są włosy Olusia. Znalazłem je w lesie, bo tamtędy Oluś szedł do Nieba. I tam już na nas czeka".

--- 

Marysia urodziła się w zimny styczniowy poranek, do końca wierzyłam w pomyłkę lekarzy. Kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, wiedziałam... Czułam złość, że ciągle się mylą, popełniają błędy, dlaczego nie tym razem? Nie pytałam "jak długo?", bo może też wiedzą? Byliśmy z naszą Marylką, Marysią, Marianką przez 19 dni, czuwaliśmy na zmianę, nosiliśmy, tuliliśmy – żeby ani przez godzinę nie poczuła się samotna. Wiedzieliśmy, że będzie z nami tylko przez chwilę – bezcenną, chociaż tak bolesną. 26 maja, prawie cztery i pół miesiąca po śmierci Marianki zrozumiałam, że już na zawsze jestem mamą...

 ---

Dziękuję Ci Boże za ten cud. Spełniły się moje modlitwy. Mieszko był ze mną. Poznałam go, a on poznał mnie. Zobaczyła go moja najbliższa rodzina. Został ochrzczony. Rodzice chrzestni trzymali go na rękach, tulili. Dziadkowie gładzili małe raczki. Ja ucałowałam go i pożegnałam. Jestem dumna, że miałam takiego synka. Nigdy nie dokonałabym innego wyboru. Nie zrezygnowałabym z ciebie, syneczku. Kocham cię.



banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski