strona główna / pomóż teraz / TereNOWY samochód („karetka”) na Nowy Rok

TERENOWY SAMOCHÓD („KARETKA”) NA NOWY ROK

Zuzia ma przerzuty nawet w mięśniach oczu i najbardziej na świecie boi się bólu. Zosia nie mówi i oddycha przez rurkę tracheostomijną, a ssak przez całą dobę „osusza” ją z flegmy. Klaudia choruje na porażenie mózgowe, jest karmiona przez PEG-a, a ekstremalna skolioza zgniata jej płuca. Wszystkie trzy są pacjentkami naszego hospicjum domowego. I wszystkie mieszkają w odległych od Łodzi wsiach.

Do Zuzi fundacyjny samochód pokonuje po 130 km w jedną stronę kilkanaście razy w miesiącu. Do Zosi jedzie przez las i pola. Zwykle w całkowitych ciemnościach. Jesienią po błocie i wertepach. Zimą po śniegu i lodzie. Klaudii wieś jest tak mała, że nie rozpoznaje jej ani GPS, ani ministerialny rejestr do wystawiania recept. Zdarza się nam błądzić po polnej drodze przez kilkanaście minut.

Rodziny dziewczynek muszą być pewne, że ich nie zawiedziemy. Że dojedziemy na miejsce i na czas i że ich dzieci nie będą cierpieć. Jedyną szansą na taką pewność jest zakup auta z napędem na cztery koła. Pomóż nam nieść ulgę i koić ból małych pacjentów hospicjum domowego!

Dorzuć TERAZ coś do mikołajowo-noworocznego worka!

Wpłaciło: 403 osób / osoby
57088.00 zł (57.09%)
Potrzebne jeszcze: 42912.00 zł

Kto jest administratorem Twoich danych?
My, czyli Fundacja Gajusz z siedzibą w Łodzi, numer KRS 109866. KLIKNIJ i dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.



Zuzia ma 13 lat, ukochaną babcię, dziadka po udarach i wyjątkowo złośliwego raka. Pierwsze sygnały choroba wysłała na początku pandemii. Ale nie było nikogo, kto mógłby je dostrzec. Zamknięte przychodnie i teleporady sprawiły, że do onkologa Zuzia trafiła o wiele za późno. Na wyleczenie nie było już żadnych szans. Teraz ma przerzuty nawet w mięśniach poruszających oczami. 

Wiele miesięcy dziewczynka spędziła z babcią na oddziale onkologicznym. Wyjścia ze szpitala bała się najbardziej na świecie. Bo już wiedziała, jak bardzo boli życie z rakiem. Na szczęście, po powrocie do domu została pacjentką hospicjum domowego Fundacji Gajusz i ma pewność, że specjaliści potrafią ujarzmić nawet najgorsze boleści. Od kiedy znów jest u siebie, psychicznie czuje się dużo lepiej. Ale fizycznie bywa bardzo ciężko. 

Kilkanaście razy w miesiącu przyjeżdża do niej nasza załoga. Najczęściej, bo aż dwa razy w tygodniu, odwiedza ją pielęgniarka. Do tego lekarka, pracownik socjalny, psycholog i dodatkowe wizyty medyków, jeśli Zuzanka ma bólowy kryzys. Z Łodzi do jej miejscowości jest ponad 130 km. Gajuszowa ekipa pokonuje około 3 000 kilometrów miesięcznie, żeby pomagać Zuzi i jej rodzinie.


Równie daleko mamy do 12-letniej Zosi, która od urodzenia choruje na dziecięce porażenie mózgowe. Z ciągłym leżeniem nie radzi sobie jej układ oddechowy. Kilka razy w roku dziewczynka zapada na ciężkie zapalenie płuc, które rozwija się z godziny na godzinę. Wiosną tego roku trafiła na intensywną terapię. Życie uratowało jej ECMO, czyli sprzęt do krążenia pozaustrojowego. Od tego czasu ma już na stałe rurkę tracheostomijną, a ssak do usuwania flegmy chodzi non stop. Od ponad roku Zosia jest pod opieką hospicjum domowego. Dojazd do jej domu w okolicach Kiełczygłowa to prawdziwe wyzwanie. Gdy kończy się asfalt, zostaje już tylko droga przez las i pola. Jedyne światło rzuca księżyc podczas pełni. W pozostałe dni panują całkowite ciemności. Wiosną i jesienią drogę pokrywa błoto i tworzą się wertepy. Zimą jest tak ślisko, że samochód tańczy na śniegu i lodzie, by nie wpaść do rowu.




Oprócz Zuzi i Zosi ekipa hospicjum domowego niesie pomoc około 30 pacjentom miesięcznie. Rocznie jest ich ponad 60. Każdy z nich jest dzieckiem i boi się bólu. Na jednym dyżurze specjaliści potrafią zrobić nawet 600 kilometrów, bo mali pacjenci mieszkają często w odległych miejscowościach województwa łódzkiego. Niektórzy z nich mają domy w tak małych wsiach, że nie rozpoznaje ich ani GPS, ani ministerialny rejestr do wystawiania recept. Rodzina każdego z tych dzieci musi być pewna, że ich nie zawiedziemy. A przy tak intensywnej eksploatacji nasza flota zużywa się dużo szybciej niż prywatne auta. 

Obecnie mamy 11 samochodów osobowych. Rocznie pokonują one ćwierć miliona kilometrów. To tak jakby sześć razy okrążyły Ziemię na równiku! Brzmi imponująco. Ale prawda jest taka, że żaden z samochodów nie radzi sobie w trudnych warunkach terenowych. Dlatego potrzebne jest nam auto z napędem na cztery koła. Auto, które pokona wszystkie zaspy, błota, roztopy, śnieg i lód. Auto, które da pewność, że będziemy w stanie nieść ulgę i koić cierpienie niezależnie od pogody, pory roku i jakości drogi. 

Jego koszt to około 100 000 zł. Tylko dzięki Tobie możemy wspólnymi siłami dokonać takiego zakupu. W te święta to nasze marzenie nr 1. Bo chcemy, by mali pacjenci i ich rodziny mieli pewność, że dotrzemy do nich z pomocą na czas.


banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski