strona główna / pomóż teraz / Życie ma swoją cenę

WESPRZYJ FUNDACJĘ GAJUSZ

NUMER NASZEGO KONTA:

SWIFT/BIC kod: PKOPPLPW Pekao 80 1240 1545 1111 0010 6257 1028

Konta walutowe - IBAN: PL SWIFT/BIC CODE: PKOPPLPWEURO 86 1240 1545 1978 0010 7080 9139USD 93 1240 1545 1787 0010 7080 9445GBP 94 1240 1545 1789 0010 7080 9618CHF 43 1240 1545 1797 0010 7211 1003

ŻYCIE MA SWOJĄ CENĘ

Życie ma swoją cenę

Od pół roku walczymy o każdy dzień życia Oskarka. Urodził się z bardzo skomplikowaną wadą serca. Można ją zoperować w Watykanie. Trzeba działać szybko. Wygrać wyścig ze śmiercią, która czyha i jest zbyt blisko. Potrzebujemy 250 000 zł. Od pieniędzy zależy życie mojego dziecka. Nie można kupić miłości, szczęścia, ale można kupić życie.Operacja może się odbyć w najbliższym czasie czekamy na wyznaczenie terminu.

Wpłaciło: 2073 osób / osoby
160035.00 zł (64.01%)
Potrzebne jeszcze: 89965.00 zł

Kto jest administratorem Twoich danych?
My, czyli Fundacja Gajusz z siedzibą w Łodzi, numer KRS 109866. KLIKNIJ i dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.


Luty 2018

Piękna, szczęśliwa zima.

Magiczny czas oczekiwania na dziecko.

Byłam w 22 tygodniu ciąży. Już z górki pomyślałam. Podekscytowana czekałam na tzw. badanie połówkowe. Synek czy córeczka? Już myślałam o imieniu.

Chłodny żel, ekran USG, radość. Kiedy spojrzałam na twarz lekarza, zrozumiałam, że coś jest nie tak. BARDZO nie tak. Synek, wada serca, prawdopodobnie nieuleczalna.

Niewiele zapamiętałam z tego, co mówił. Płakałam. Na pytanie, czy w tej sytuacji nie chcę zakończyć ciąży, odpowiedziałam  z absolutną pewnością, że nie. Żaden człowiek, nawet najmądrzejszy, nie może wiedzieć, co będzie. Kto umrze, a kto przeżyje.

Trafiliśmy do szpitala. Kolejne badania, zmieniające się diagnozy, wszystkie bardzo złe. Starałam się nie myśleć o umieraniu, skupić na kochaniu, dbaniu o mojego maleńkiego synka. Jednak strach był coraz większy. Rósł wraz z miłością.

Oskarek przyszedł na świat 18 czerwca o godzinie 22:49. Tylko mignął mi przed oczami i zaraz został zabrany. Walczył dzielnie jak małe lwiątko a cała rodzina wraz z nim. Minęły dwa trudne miesiące w szpitalu. Panika, ból, nadzieja mieszanka trudna do udźwignięcia.

W końcu wyrok: dziecko umiera, zostanie wypisane do hospicjum, nie będzie cierpiał.

Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam nawet płakać. Bałam się słowa śmierć nagle tak realnego. Trzymałam Oskarka mocno, żeby wiedział, jak bardzo go kocham, żeby się nie poddawał, nawet w tym cholernym hospicjum! Byłam zagniewana na los, na to jak potrafi być niesprawiedliwy, nieludzki!

Dojechaliśmy karetką do Centrum Opieki Paliatywnej i okazało się, że to nie jest umieralnia tylko Pałac! Jasny, kolorowy, piękny. Lekarz powiedział, że stan Oskarka jest ciężki, ale też, że nadzieja umiera ostatnia. Że teraz mam się skupić na byciu, tuleniu, pieszczeniu mojego maleństwa. Odetchnęłam na chwilę z ulgą. To dobre miejsce dla mojego dziecka poczułam.

Zaczął się czas oczekiwania, sama nie wiem na co. Chyba najbardziej na cud. Wahania saturacji, strach, lepsze dni przeplatały się z gorszymi. Ale słowa lekarki dodawały mi sił "nadzieja umiera ostatnia". Synek zaskakiwał wszystkich żył, rozwijał się. Bawił się misiem ze świecącymi policzkami, który naśladuje dźwięki natury. Uśmiechał się do niego, gaworzył.

I słuchał mnie, bo przecież prosiłam: "Oskar, WALCZ!".

Pani doktor Ola skonsultowała przypadek mojego upartego, dzielnego dziecka w różnych ośrodkach na świecie. Odpowiedzi przyszły szybko i pozwoliły nam uwierzyć, że nie wszystko stracone. Byłam pewna, że to nasza rodzinna miłość sprawiła ten CUD, że modlitwa matki wszystko może.

 

I wtedy umarł Staś. Chłopczyk, który oczekiwał na przeszczep serca. Mama i Tato maluszka a przede wszystkim w co mocno wierzę Staś zdecydowali, że przekażą zebrane na "gajuszowym" koncie środki (39102,12 zł) dla mojego synka. Dziękuję, bo te pieniądze są wyjątkowe.

 

Synek ma bardzo ciężką wadę serca dwuodpływową prawą komorę z zarosnietą zastawką płucną. Nie wykształciła się tętnica płucna, więc krew dopływa cieniutkimi naczyniami obocznymi od aorty. Lekarze opisują fachowo tę wadę jako DORV+AP+MAPCA. Oskarka może uratować tylko operacja polegająca na wszyciu specjalnej protezy naczyniowej i skomplikowanym połączeniu naczyń doprowadzających krew do płuc (tzw. unifokalizacja z zespoleniem centralnym).

 Cena nie gra roli chciałabym powiedzieć ale wiem, że to nieprawda.

Od pieniędzy zależy życie mojego dziecka. Nie można kupić miłości, szczęścia, ale można kupić życie.

Błagam o pomoc, o przelew, o szansę dla Oskara.

Szacowany koszt leczenia to 250 000 zł. Operacja odbędzie się w Watykanie. Musimy sfinansować m.in. przelot z ekipą medyczną.



banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski