
Słowa pomagają
Dziękujemy dziennikarzom, którzy wspierają nas i pomagają trafić z informacją do czytelników. Mamy dowody na to, że słowo pisane ma ogromną moc.
Tu trafiają dzieci, których nikt nie chce. Panicznie boją się nawet dotknięcia palcem
Magda Mieśnik, wiadomosci.wp.pl, 19 lipca 2025

Justyna* ma 15 lat. Jedzie z Tisą i jej synem na lody. Denerwuje się:
– Zabrali mi suszarkę!
– Po co ci suszarka? – pyta chłopak.
– Inaczej nie umiem się uspokoić.
– A dlaczego ci ją zabrali?
– Bo próbowałam się powiesić na kablu.
Justyna ma 14 lat. Próbuje skoczyć z dachu budynku pogotowia opiekuńczego. Trafia do psychiatryka.
13 lat. Okalecza się. Ma pocięte całe ręce.
10 lat. Przebywa w rodzinie zastępczej. Za karę zostaje zamknięta w swoim pokoju. Wpada w amok. Tak mocno kopie w drzwi, że wyważa je razem z futryną.
6 lat. Z rodzinnego domu trafia do pieczy zastępczej.
3 lata. Ojciec katuje Justynę niemal za wszystko. Za karę przetrzymuje ją w piwnicy. Z czasem zamyka z nią rodzeństwo – dzieci mają dwa lata i rok. Ich matka wychowywała się w domu dziecka. Nieporadna życiowo. Nigdy nie próbowała wzywać pomocy. Oboje rodzice trafili do więzienia, a Justyna i jej rodzeństwo do pieczy zastępczej.
– Była tak przerażona, że się bała nawet dotyku. Do tej pory nie można jej dotknąć skóra do skóry. Gdy już mi zaufała, w ramach terapii pozwalała się masować. Wchodziłam, a ona od razu wskakiwała na kanapę: – Ciocia, pamiętaj, tylko przez sweterek – mówi Tisa Żawrocka-Kwiatkowska, założycielka i prezeska Fundacji Gajusz w Łodzi. Od niemal 30 lat pomaga dzieciom poranionym fizycznie i duchowo, które często nie mają nikogo, kto by się nimi zaopiekował.
Justyna otrzymuje pomoc specjalistów z Fundacji Gajusz. Trafiają tam między innymi dzieci z traumą, która zostanie z nimi na całe życie. Specjaliści potrafią minimalizować jej skutki. W domu dziecka, gdzie Justyna obecnie przebywa, nie ma tak wykwalifikowanej kadry.
– W domach dziecka pracują albo święci albo zapaleńcy. Ich pensje nie są wysokie. Przecież w sklepie zarobią tyle samo lub więcej, a praca ze skrzywdzonymi dziećmi jest nieporównanie trudniejsza – mówi prezeska Gajusza.
Tak jak z Justyną. W domu dziecka nie są w stanie sobie z nią poradzić. Stanowi duże zagrożenie dla siebie, ale i dla innych. Chcieli ją przenieść do ośrodka terapeutycznego dla trudnych dzieci, ale nie ma wolnych miejsc. Obecnie próbują umieścić ją w młodzieżowym ośrodku wychowawczym, czyli po prostu poprawczaku.
Tisa jedzie z Justyną na zakupy. Dziewczyna marzy o koszulce popularnej firmy. Przymierzalnia. Tisa nie może z nią wejść, bo dziewczyna przy nikim nie jest w stanie odsłonić nawet kawałka ciała. Nie może też zasłonić oczu, bo dziewczyna nie wierzy, że Tisa nie będzie podglądać. Czekanie przed przymierzalnią też odpada – Justyna będzie umierać ze strachu, że zostanie porzucona. W końcu Tisa wpada na pomysł, że stanie na zewnątrz, ale do środka włoży rękę, by przytrzymywać kotarę.
– Ona jest ciężko chora. Robi naprawdę trudne rzeczy, ale potrzebuje fachowej pomocy, a nie kolejnych ośrodków, gdzie kadra nie zawsze rozumie jej potrzeby. Tak jak z tą suszarką. Gdy Justyna wpada w amok, ciepłe powietrze pozwala jej się uspokoić. Poleży tak godzinę i jest lepiej – wyjaśnia Żawrocka-Kwiatkowska.
(…)
*Imię zostało zmienione.
