Hospicjum domowe

Na każdy ból, strach, łzę. Lekarze, pielęgniarki, fizjoterapeuci i psycholodzy pomagają małym pacjentom hospicjum domowego i ich rodzinom 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, także w święta. Bo od choroby nie ma urlopu – interwencje medyczne zdarzają się w środku nocy, w Wigilię czy w Nowy Rok. Pokonujemy rocznie ponad 315 tys. kilometrów (to jakby 8 razy okrążyć Ziemię!), docierając w najdalsze zakątki województwa łódzkiego – by nieść wsparcie i ulgę w cierpieniu.

Gdy medycyna nie potrafi wyleczyć ciężkiej choroby dziecka, mały pacjent zostaje przekazany pod opiekę hospicjum domowego.

Jesteśmy “szpitalem na kółkach”.

Dzięki naszemu wsparciu maluszki mogą chorować we własnym łóżku, wśród swoich zabawek i bliskich osób. Tata przed pójściem do pracy skrada całusa w czoło, zza ściany słychać krzątającą się po kuchni mamę. A ukochany piesek wskakuje na łóżko zawsze, gdy rodzice nie patrzą. Wenflon i sonda też przeszkadza trochę mniej, gdy przez okno widać dobrze znany las.

W 2025 roku pomogliśmy 53 podopiecznym. Wierzymy, że nawet jeśli życie jest krótkie, to nie musi się wiązać z cierpieniem i samotnością. Dajemy nadzieję w najtrudniejszych chwilach, kiedy nie można powiedzieć, że wszystko będzie dobrze.

Niecałe 84% wydatków jest finansowanych przez NFZ. Pozostałe koszty pokrywamy dzięki ofiarności Darczyńców. Te pieniądze zapewniły m.in. specjalistyczne konsultacje, sprzęt medyczny, lekarstwa, ale także torty i prezenty, wyjazdy wakacyjne czy opiekę na dzieckiem, gdy rodzice jej potrzebowali. Pomaganie jest sztuką o bardzo konkretnej wartości. W 2025 roku prawie 128 000 zł wydaliśmy na leki i pomoc socjalną, ponad 31 000 zł na sprzęt jednorazowy, rurki, cewniki, środki opatrunkowe etc.To bardzo ważna pomoc dla rodzin, które zwykle borykają się z problemami finansowymi. Gdy dziecko zapada na ciężką, nieuleczalną chorobę, jedno z rodziców najczęściej rezygnuje z pracy, by zaopiekować się maluchem. Jedynym wynagrodzeniem jest wówczas zasiłek pielęgnacyjny.

Jak pomagamy?

Mali pacjenci i ich rodziny są obejmowani wielospecjalistycznym wsparciem. Dba o nich prawie 30-osobowy zespół hospicjum domowego. Ta niezwykła Drużyna jest wyposażona w odpowiedni sprzęt i 11 samochodów (prawie karetek), by być zawsze na czas.

Hospicjum domowe w liczbach

W 2025 r. pomoc otrzymało 53 podopiecznych (aż 8 wypisaliśmy z dobrymi rokowaniami!) Ta pomoc to m.in.:

Zobacz dane za 2024 rok

Zobacz dane za 2023 rok

Zobacz dane za 2022 rok

Zobacz dane za 2021 rok

Nasi podopieczni

Czarek

Najpierw zmarła w szpitalu 4-miesięczna Zuzia. 8 lat później rodzina pożegnała Czarka, swoje najbardziej pogodne dziecko. – Gdybym wiedziała, co nas spotka i tak chciałabym znów być ich mamą. 

– Ginekolożka namówiła mnie, żebym zrezygnowała z tabletek na rzecz spirali. Pół roku później zaszłam w ciążę. Lekarka zapowiedziała, żebym się nie przyzwyczajała, bo mogę poronić. Ale na kolejnym USG usłyszałam bicie serca dziecka – mówi mama Karolina. 

Swoje 1. urodziny Czarek spędził w szpitalu, a 2 tygodnie później został wypisany do naszego hospicjum domowego, o którym jego rodzice dowiedzieli się od kardiolożki. – Miał nie wyjść ze szpitala, a jednak wyszedł. Dzięki temu mogliśmy się cieszyć z jego obecności w rodzinie. To było nieco ponad 5 miesięcy. Przez jakiś czas Czarek nawet sam chodził po domu. Ale głównie był noszony przeze mnie lub męża. Nawet w nocy spał na naszych rękach. 

Miesiąc przed śmiercią przestał się uśmiechać. A wcześniej miał uśmiech promienny jak słońce i dopóki miał siłę, to śmiał się całym sobą.  
Poznaj całą historię.

Czarek

Najpierw zmarła w szpitalu 4-miesięczna Zuzia. 8 lat później rodzina pożegnała Czarka

Image
Bartuś

Nie mówi, ale jak „gada” przez telefon z babcią i dziadkiem, to robi „yyy”. Nie umie przełknąć nawet łyczka wody, więc jedzenie i picie dostaje przez PEG-a. Gdy się urodził, lekarze dawali mu nie więcej niż kilka miesięcy życia. Z ich rokowań Bartek nic sobie nie zrobił i od 2019 r. jest pacjentem naszego hospicjum domowego.    

Jak Bartuś się urodził, to miał rozszczep podniebienia i 6 paluszków u rączki. Lekarze szybko podłączyli mu tlen. Przy próbie karmienia od razu się dusił, więc założono maluszkowi sondę do żołądka. W szpitalu spędził pół roku, najpierw na intensywnej terapii, następnie na oddziale wad wrodzonych.  A później trafi do Pałacu, czyli naszego hospicjum stacjonarnego, żeby rodzice nauczyli się opieki.  

5 tygodni po narodzinach synka usłyszeli diagnozę: zespół Smitha-Lemliego-Opitza (SLOS). To choroba metaboliczna uwarunkowana genetycznie, która sprawia, że organizm nie wytwarza cholesterolu, a jest on niezbędny do prawidłowego tworzenia komórek nerwowych. Efektem są liczne wady rozwojowe i niepełnosprawność intelektualna. 

Jak pomagamy rodzince? Raz w tygodniu odwiedza go fundacyjna fizjoterapeutka, a 2 razy – pielęgniarka. Co 2. tydzień przyjeżdża lekarz, a z rodzicami spotyka się psycholożka. Czasami z wizytą wpada także pracownica socjalna. Wiedzą, że mogą na nas liczyć, a w razie kryzysu wystarczy jeden telefon.

Bartuś

Nie mówi, ale jak „gada” przez telefon z babcią i dziadkiem, to robi „yyy”.

Image
Maciek

Maciek miał wielkie marzenie: pojechać z rodziną nad morze i znaleźć bursztyn. Dla zdrowych osób to często spontaniczny wyjazd na weekend, nic wielkiego. Tu było inaczej. Organizacja wyprawy dla chłopca cierpiącego na raka w jednej z najgorszych postaci to duży wysiłek, skomplikowana logistyka i konieczność znalezienia wielu osób do pomocy.

Znaleźliśmy odpowiednie miejsce, dopięliśmy szczegóły. Pozostał do opłacenia jeden bardzo wysoki, ale ważny koszt – transport karetką z pracownikiem medycznym przygotowanym na różne trudne sytuacje. Potrzebowaliśmy 14 000 zł. 

Nie mogliśmy czekać. Nowotwór był bardzo zaawansowany i nieprzewidywalny. Dlatego poprosiliśmy o wsparcie. I wówczas kolejny raz poczuliśmy moc otwartych serc. Potrzebną kwotę zebraliśmy w ciągu GODZINY! Do wyjazdu nad morze dołożyło się 399 osób, które przekazały 22 757 zł. To pozwoliło spełnić nie tylko marzenie o wyjeździe, ale również zafundować Maćkowi ekstra atrakcje.

Wraz z rodziną wypoczywał w Gdyni przez miesiąc. Tak jak chciał – nad wielką wodą szukał bursztynów. Dostał model statku i postanowił rozwijać kolekcję! Oczyma wyobraźni widział ścianę swojego pokoju z wymalowaną latarnią morską i portem… Po powrocie pomogliśmy rodzinie stworzyć tę upragnioną przestrzeń.Marzenia mają ogromną moc – dodają skrzydeł i sił. A jak się spełniają, to także wiary w ludzi i dobro świata. Maćkowi realizacja marzenia dała dodatkowy rok życia. Był z nami jeszcze przez 11  miesięcy.

Maciek

Maciek miał wielkie marzenie: pojechać z rodziną nad morze i znaleźć bursztyn

Image

Materiały dodatkowe

doktor Łukasz Przysło badający małego pacjenta
Lekcje oswajania śmierci 1/2022
N jak nadzieja zdjęcie z dziewczynką w sukience w groszki
N jak nadzieja 3/2022
Kwartalnik Funadacji Gajusz – historia Marcela.
„Marcyś przygotował mnie na śmierć” – Kwartalnik 1/2020 Zima

Potrzebujesz pomocy?

Zespół specjalistów Fundacji Gajusz jest dla Ciebie – na każdy ból, strach, łzę, niepewność. Skontaktuj się z nami, by uzyskać profesjonalną pomoc.

Mobilna załoga hospicjum domowego jest na każdy ból, strach, łzę

Kilkudziesięciu małych, nieuleczalnie chorych pacjentów. Kilkadziesiąt historii. Setki serc, które potrzebują wsparcia. Nasi specjaliści są ciągle w drodze – 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. Niosą ulgę w cierpieniu, przygotowują na nadejście tego, co nieuchronne. 

W hospicjum domowym pracują lekarze, pielęgniarki, fizjoterapeuci, psychologowie, pracownik socjalny i ksiądz. Wszyscy codziennie ruszają w drogę, by dotrzeć nawet w najdalsze zakątki województwa. Pomagają ustabilizować stan małych pacjentów, przepisują i podają lekarstwa, uczą karmić przez sondę. Wspierają też emocjonalnie, kiedy zaczyna brakować nadziei.

Hospicjum domowe to ponad 312 000 przejechanych kilometrów rocznie. Grupa specjalistów, flota samochodów, zaawansowany medyczny sprzęt. Część wydatków pokrywana jest przez NFZ, ale większość kosztów możemy sfinansować wyłącznie dzięki Darczyńcom. Dołącz do tego grona i spraw, że będziemy zawsze na czas, na każdy ból, strach, łzę…

„Można walczyć z chorobą, można walczyć z cierpieniem, na pewno nie można walczyć ze śmiercią. Jeżeli lekarz mówi, że jego celem jest walka ze śmiercią, to myli się od samego początku. Śmierć to jest coś, na co nie mamy żadnego wpływu. Zagadka, której nigdy nikt nie rozwiązał. I ze śmiercią wygrać się nie da”.

Małgorzata Stolarska, lekarz w hospicjum domowym