

Gajusz latem
Bezpłatny kwartalnik Fundacji Gajusz
02/26
Kwartał myśli
„Na zawsze bierzesz odpowiedzialność za to, co oswoiłeś.”
Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę
W tym numerze
- Słowa Pomagają
Dobra Śmierć
- Co tu dużo mówić – to nasz syn!
Historia Leosia
- Słowa Pomagają
Uwięzieni bez wytchnienia
- Gajusz poleca
Polecamy firmy więcej niż godne polecenia - Dobro*Byty
W firmach, ludziach cud ukryty

20 lutego 1998
Powstanie Fundacji Gajusz.

1998
Na dziecięcych oddziałach onkologicznych pojawiają się nasi wolontariusze i pracownicy. Przepędzamy szpitalną nudę, wspieramy socjalnie i prawnie.

2002
Otwieramy NZOZ psychologiczny, by wspierać małych pacjentów zmagających się z nowotworem i ich bliskich.

2005
Uruchamiany hospicjum domowe, by nieuleczalnie chore dzieci mogły chorować we własnym łóżku, a nie w szpitalu.

2012
Tworzymy Program Rodzeństwa, by zdrowe siostry i bracia poczuli, że ich potrzeby są dla nas ważne.

2013
Otwieramy hospicjum stacjonarne, czyli dom dla nieuleczalnie chorych dzieci, które nie mogą mieszkać ze swoimi rodzicami.

2013
Powstaje hospicjum perinatalne, by wspierać rodziców, którzy w trakcie ciąży dowiadują się, że ich maleństwo jest śmiertelnie chore.

2016
Otwieramy Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny Tuli Luli, czyli tymczasowy dom dla niemowląt opuszczonych przez rodziców.

2018
Otwieramy Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Jego Rodzinie CUKINIA, by dbać o poranione dusze.

2019
Uruchamiamy Program OKNO dla dzieci po leczeniu onkologicznym, bo pokonanie nowotworu to dopiero pierwszy krok ku zwyczajności.
Artczyńca wydania
Julia Konieczna
Ilustratorka, edukatorka i artystka multimedialna – od ilustracji i projektowania przestrzeni, przez grafikę gier, po interaktywne rzeźby miękkie. Absolwentka Cambridge School of Art, Anglia Ruskin University, tworzy wyimaginowane dzieła sztuki inspirowane naturą. Julia projektuje i prowadzi projekty łączące sztukę z edukacją.
Na zawsze bierzesz odpowiedzialność za to co oswoiłeś.
Był 1996 rok. Jakiś czas temu, choć czasem czuję, jakby wczoraj… Ale w innym wymiarze.
Miałam 26 lat i wsparcie dziadka na każdą trudną sytuację: na kremiki, łakocie, na wszelki wypadek. Kiedy ten najbliższy mi człowiek śmiertelnie zachorował, lekarze nie powiedzieli mi prawdy, bo żal im było dziewczyny w ciąży. Kilka miesięcy później urodziłam Gajusza, który po 9 dniach ciężko zachorował, a 14 dni później umarł dziadziuś Janek.
Tak skończyło się moje przydługie dzieciństwo. Urosłam jak Alicja w Krainie Czarów. Ta dorosłość bardzo bolała i była widoczna w pierwszej zmarszczce pod okiem, w szpitalu, w samotności izolatki. Życie stało się trudne, niepewne wszystkiego, bolesne.
W sali naprzeciwko chorowała i umierała niespełna dwuletnia Paulinka z domu dziecka. Wtedy tego nie rozumiałam, ale dziś wiem, że stała się moją inspiracją do złożenia obietnicy, że stworzę fundację, żeby ocalić najukochańszego maluszka Gajuszka.
W ogóle jak ja to przetrwałam? Nie wiem. Czy było warto? Absolutnie! Nie wiedziałam, co się wydarzy, czy sobie poradzę, czy dziecko przetrwa, przeżyje, czy zostanie ze mną. Śmiertelny strach miał w nocy wielkie oczy i słony smak łez. Za dnia trzymałam fason.
A dziś? Czas zatoczył koło. Najpierw byli wolontariusze, później psychologowie, hospicja, Tuli Luli, Cukinia, a od prawie 10 lat właśnie piecza zastępcza, czyli ważny kawałek naszej działalności. To tutaj dzieje się mnóstwo cudów, małych i ogromnych.
Jednym z takich fenomenów jest historia Leonka, która zaczęła się w moim telefonie. Ale nie będę spojlerować, przeczytajcie uważnie artykuł „Co tu dużo mówić – to nasz syn!”. To taka pokrzepiająca opowieść, plasterek na każde serce, które nie jest pewne, czy świat to dobre miejsce. Leonkowa historia jest odpowiedzią na moje wszystkie, zadane i niezadane, pytania.
2 lipca Gajusz, który już bobasem nie jest, a dorosłym, zdrowym mężczyzną, skończy 30 lat. Moje serce stało się jedną wielką wdzięcznością. Za każdy dzień.
A fundacja rośnie zdrowo dzięki Wam, drodzy Pracownicy, Darczyńcy, Wolontariusze, Przyjaciele. Dziękuję, dziękuję, dziękuję milionkrotnie z całej duszy i z każdego dżula istnienia. Przeogromnie i najserdeczniej.
Poleciałam patosem?
Ale czyż to nie jest najwyższe C i monumentalna baśń? O życiu, o ludziach, o miłości przez ogromne M?
Nieobiektywna Tisa

