Ratunek w kryzysowych sytuacjach – Raport 2025

Zło wydarza się nagle, bez uprzedzenia. Całkiem niezgodnie z planem. I wtedy osoba dotknięta tragedią potrzebuje mądrego i życzliwego wsparcia. Są wśród naszych działań takie, których nie da się sklasyfikować i przypisać do żadnej z jednostek. Jest to po prostu (skomplikowane) podążanie za prawdziwymi, niespodziewanymi potrzebami naszych podopiecznych.
Pomoc dziecku i jego rodzinie dotkniętej niespodziewanym kryzysem często trwa kilka miesięcy, a nawet lat. Angażujemy wielu, czasem nawet kilkunastu, specjalistów. Są to psycholodzy, pracownicy socjalni, prawnicy, terapeuci, lekarze, koordynatorzy, specjaliści od interwencji kryzysowej.
KOSZT obszaru: 3 367 590,18 zł
W tym środki zakontraktowane: 1 121 374,29 zł
Interwencja kryzysowa
Zwykle trzeba reagować natychmiast, a formuły działań nie da się ułożyć w schemat. Jesteśmy zwyczajnie, po ludzku – na każdy ból, strach i łzę. Nasze interwencje kryzysowe to np.:
- Znalezienie i wyremontowanie mieszkania dla młodej, wielodzietnej mamy, której nikt nie nauczył samodzielnego życia, bo wychowywała się w domu dziecka.
- Zorganizowanie transportu i wsparcia emocjonalnego dla nastolatki, która samotnie opuściła szpital psychiatryczny, bo rodzice zdecydowali, że nie mogą się nią dłużej opiekować.
- Wyprawka i pomoc psychologiczna dla nieletniej mamy, która tuż po porodzie zmieniła zdanie – zrezygnowała z oddania dziecka do adopcji.
Mamy biologiczne Tulisiów
Gdy w Tuli Luli pojawia się nowe dziecko, zaczynamy od poznania jego korzeni. Mamy biologiczne wiedzą, że ktoś z Fundacji Gajusz będzie się z nimi kontaktował. Zawsze sprawdzamy, czy potrzebują pomocy psychologa i czy ich decyzja jest ostateczna.
Zdarza się, że mama biologiczna w szpitalu zrzeka się praw do dziecka z powodu trudnych warunków socjalnych albo ciężkiej, ciągnącej się od lat depresji. Podczas wizyty w Tuli Luli ma szansę dostrzec, że nie jest sama w kryzysie i że może jednak udźwignie wraz z naszą pomocą problem, z powodu którego zrzekła się dziecka.
W ciągu ponad 9 lat istnienia Tuli Luli aż 14 niemowląt wróciło do rodzin biologicznych. Spośród nich sześć mam było pewnych już po pierwszym spotkaniu, że chcą odzyskać dziecko. To rezultat pracy wielu naszych specjalistów – kosztownej i czasochłonnej. Ale ponowne połączenie dziecka z mamą jest bezcenne.
Pomoc terapeutyczna w Cukinii
Dlaczego koledzy mnie nie akceptują? Czy rodzice rozstali się przeze mnie? Ile znaczę dla świata? Może nic? Okres dorastania, choroba czy śmierć bliskiej osoby, tożsamość płciowa… Bywa, że niedostrzeżone na czas problemy prowadzą do obniżenia poczucia własnej wartości, depresji, próby samobójczej.
Przez wiele lat wydawało nam się, że to mali pacjenci naszych hospicjów są najbardziej pokrzywdzonymi istotami na świecie. Tymczasem okazało się, że cierpienie duszy może być groźniejsze niż nieuleczalna choroba…
Kiedy w 2018 r. powstawało Centrum Terapii Cukinia wiedzieliśmy, że jest wiele rodzin, które będą potrzebowały pomocy. Nie zdawaliśmy sobie jednak sprawy, że będzie ich aż tak dużo – aż zaczęło brakować nam miejsca na prowadzenie terapii. Dlatego w 2023 r. otworzyliśmy kolejne gabinety. Piękne i funkcjonalne wnętrza ułatwiają proces terapeutyczny.

ankietowanych poleciłoby usługi Centrum Terapii Cukinia.

Współpraca z Fundacją Gajusz to zawsze piękna i ciekawa przygoda
„Jako neonatolog na co dzień pracuję z pacjentami, którzy czasem wymagają przekazania do hospicjum domowego lub stacjonarnego, a także z noworodkami objętymi opieką hospicjum perinatalnego. Ta współpraca jest jednocześnie bardzo profesjonalna i niezwykle ludzka, a to, co wciąż mnie zaskakuje, to tempo działania. Sprawy, które w innych realiach trwałyby tygodniami, potrafią wydarzyć się nawet w ciągu kilku godzin lub dni. Wiem, że w sytuacjach niestandardowych mogę liczyć na wsparcie i szybkie znalezienie rozwiązania.
Historia, która szczególnie zapadła mi w pamięć, dotyczy opieki nad chłopcem, którego mama zmarła przy porodzie. Jego sytuacja była ekstremalnie skomplikowana. Zarówno zdrowotnie, jak i prawnie, a przyszłość bardzo niepewna. Dzięki współpracy z fundacją i pobytowi maluszka w IOP Tuli Luli, znacząco poprawił się jego stan zdrowia, uporządkowano kwestie prawne i doprowadzono do połączenia go z biologiczną rodziną. Jest w miejscu, w którym powinien dorastać, otoczony miłością i wsparciem materialnym Fundacji Gajusz.
Czasem o współpracy z Gajuszem żartobliwie mówimy „cudologia”, ale w rzeczywistości to efekt ogromnej sprawczości, dobrej koordynacji i wzajemnego zaufania. I właśnie dlatego tak lubię tę kooperację – bo wiem, że nawet najtrudniejsze historie mają szansę znaleźć dobre zakończenie.”

Dr hab. n. med. Ewa Gulczyńska, prof. ICZMP
Kierownik Kliniki Neonatologii ICZMP, konsultant wojewódzki w dziedzinie neonatologii
Członek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego
Morze miłości i pewność, że był chciany

Poznałam go w maju. Weszłam do jego izolatki. Poczułam, jakby powietrze wstrzymało oddech. Jakby Ktoś chciał mi coś powiedzieć. Wtedy nie zrozumiałam…
Dito miał niespełna trzy miesiące i bardzo ciężko chore serduszko. Kilka lat wcześniej, zupełnie niespodziewanie, z powodu choroby serca odeszła jego siostra i cioteczny brat. Jakby to samo życie uparło się wracać tym samym śladem. Jakby trzy istnienia musiały zawrócić i pójść tam, skąd przybyły. Razem…
Profesor Moll, kardiolog z Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki spytał nas, czy jeśli stan Ditusia się unormuje, może zamieszkać w Tuli Luli. Zgodziliśmy się bez wahania. Zabezpieczyliśmy miejsce, domknęliśmy formalności, daliśmy Dito nadzieję, która wtedy wydawała się realna. Ale małe serce nie chciało bić po tej stronie świata. Mimo kolejnych prób, leczenia i operacji, jego stan stopniowo się pogarszał.
Pamiętam jego wielkie, czarne oczy. Nie tyle pytające, co próbujące zrozumieć, dlaczego świat jest tak ciężki, choć dopiero się zaczął. Od razu wiedziałam, że potrzebne będą wolontariuszki. I tak się stało: przez około 500 godzin, dzień po dniu, były przy nim, zastępując nieobecną mamę, która zmagała się z depresją, ale pozostawała z nami i bobasem w kontakcie. Odwiedzała go, płakała, była po swojemu i na miarę matczynego bólu.
Trwało codzienne czuwanie: wiadomości o stanie zdrowia, rollercoaster emocjonalny, zdjęcia – czasem trudne, najczęściej z uśmiechem, który wydawał się większy niż on sam. Nauczyły go tego nasze wolontariuszki. Śmiał się naprawdę najpiękniej na świecie. Udało się też coś bardzo ważnego – mama przyjechała w ostatniej chwili. Powiedziała mu to, co najważniejsze, pożegnała się i nagrała film, w którym mówiła o miłości i o tym, że jest jej kochanym dzieckiem, syneczkiem, aniołkiem.
Kiedy życie Dito zaczynało się domykać, odchodził, słuchając głosu mamy.
Przez niemal rok wykonywaliśmy tysiące drobnych czynności: telefony, zakupy, organizacja opieki, wsparcie dla mamy i cioci, a potem także przygotowanie pożegnania. To nie była jedna historia, tylko długie, wspólne czuwanie i obecność wielu osób. O każdej porze, na wszystkie łzy i uśmiechy.
Dito odszedł do innego świata. Ale zabrał ze sobą coś, czego nie da się już stracić ani zgubić: morze miłości i pewność, że był chciany. I kochany. Na zawsze.
Tisa Żawrocka-Kwiatkowska