By mogły chorować w swoim łóżeczku!
Swoje 1. urodziny Czarek spędził w szpitalu, a 2 tygodnie później został wypisany do naszego hospicjum domowego, o którym jego rodzice dowiedzieli się od kardiolożki.
Dzięki temu mogli cieszyć się jego codzienną obecnością.
Tak było nieco ponad 5 miesięcy. Przez jakiś czas Czarek nawet sam chodził po domu. Ale głównie był noszony przeze mamę i tatę. Nawet w nocy spał w ich czułych, bezpiecznych ramionach. Do końca otoczony ciepłem i miłością rodziny.
Gdzie dzieci czują się najbezpieczniej? Tam, gdzie z kuchni dobiega kojący brzęk talerzy, a na podłodze czekają ulubione klocki.
Pomóż nieuleczalnie chorym dzieciom. Podaruj im zapach domu zamiast szpitalnego korytarza.
By mogły chorować w swoim łóżeczku! W bezpiecznych ramionach rodziców.
Twoja nieoceniona pomoc zamieni się w:
49 zł – to zestaw niezbędnych akcesoriów medycznych (rurki, sondy, cewniki, wenflony), które pozwalają na bezpieczną opiekę w domu.

119 zł – to godzina czujnego dyżuru naszego zespołu medycznego, który dba o to, by ból nigdy nie przejął kontroli nad dzieciństwem.

75 zł – to koszt dziennego zapotrzebowania na paliwo dla jednego z naszych 11 samochodów „szpitala na kółkach”, dzięki któremu pielęgniarka dotrze do chorego dziecka na czas.

Dla naszych podopiecznych, dom to nie tylko cztery ściany. To azyl, w którym ból staje się lżejszy.
Nasze hospicjum domowe to „szpital na kółkach” – mobilna Drużyna Gajusza każdego dnia dociera do około 50 dzieci, by dbać o jakość życia dziecka i spokój rodziców.
W co zamieni się Twoja darowizna?
Twoje wsparcie to paliwo do naszych samochodów, które każdego dnia pokonują setki kilometrów, by zdążyć z pomocą. To profesjonalne koncentratory tlenu, ssaki i pulsoksymetry, które wypożyczamy bezpłatnie, by zamienić dziecięcy pokój w bezpieczną przystań. To wreszcie 24-godzinne dyżury lekarzy i pielęgniarek, którzy są gotowi przyjechać w środku nocy.
Wpłać darowiznę i pomóż nam zawsze dotrzeć z pomocą na miejsce i na czas.
Podarowaliście 49631 zł z 90000 zł
Już 407 osób wsparło podopiecznych hospicjum domowego. Wesprzyj ich i TY!
Dzięki Twojemu wsparciu dzieci spędzą czas, który im pozostał, wśród najbliższych osób.
By każde dziecko mogło chorować w ramionach mamy.
Poznaj dzieci, o które dba mobilna załoga hospicjum domowego.
Maciek
Maciek miał wielkie marzenie: pojechać z rodziną nad morze i znaleźć bursztyn. Dla zdrowych osób to często spontaniczny wyjazd na weekend, nic wielkiego. Tu było inaczej. Organizacja wyprawy dla chłopca cierpiącego na raka w jednej z najgorszych postaci to duży wysiłek, skomplikowana logistyka i konieczność znalezienia wielu osób do pomocy.
Znaleźliśmy odpowiednie miejsce, dopięliśmy szczegóły. Pozostał do opłacenia jeden bardzo wysoki, ale ważny koszt – transport karetką z pracownikiem medycznym przygotowanym na różne trudne sytuacje. Potrzebowaliśmy 14 000 zł.
Nie mogliśmy czekać. Nowotwór był bardzo zaawansowany i nieprzewidywalny. Dlatego poprosiliśmy o wsparcie. I wówczas kolejny raz poczuliśmy moc otwartych serc. Potrzebną kwotę zebraliśmy w ciągu GODZINY! Do wyjazdu nad morze dołożyło się 399 osób, które przekazały 22 757 zł. To pozwoliło spełnić nie tylko marzenie o wyjeździe, ale również zafundować Maćkowi ekstra atrakcje.
Wraz z rodziną wypoczywał w Gdyni przez miesiąc. Tak jak chciał – nad wielką wodą szukał bursztynów. Dostał model statku i postanowił rozwijać kolekcję! Oczyma wyobraźni widział ścianę swojego pokoju z wymalowaną latarnią morską i portem… Po powrocie pomogliśmy rodzinie stworzyć tę upragnioną przestrzeń.Marzenia mają ogromną moc – dodają skrzydeł i sił. A jak się spełniają, to także wiary w ludzi i dobro świata. Maćkowi realizacja marzenia dała dodatkowy rok życia. Był z nami jeszcze przez 11 miesięcy.
Maciek
Oliwia
Nasza Oliwka urodziła się jako zdrowa i śliczna dziewczynka, a jej okazałe jak na noworodka włosy zachwycały wszystkich! Była bardzo słodkim i grzecznym noworodkiem. Jako szczęśliwi rodzice zaczęliśmy życie w naszej nowej, trzyosobowej rodzinie w listopadzie 2014 roku. W błogiej nieświadomości tego, jak bardzo los potrafi być niesprawiedliwy, trwaliśmy trzy miesiące. Gdy miała niespełna pięć miesięcy, trafiliśmy na diagnostykę do warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka.
Pamiętam dokładnie dzień, w którym dowiedzieliśmy się, że nasza mała, słodka córeczka jest bardzo, bardzo chora. Tak bardzo, że nie ma żadnych możliwości leczenia, że jej choroba będzie szybko postępować, a jedyne, co możemy robić, to łagodzić występujące objawy. Leukodystrofia globoidalna, czyli choroba Krabbego. Nowe dla nas słowa, które będą nam krążyć w głowie do końca życia.
Nie chciałam, żeby Oliwka trafiła do hospicjum. Taka informacja jest dla młodych rodziców nie do zaakceptowania. Kilkakrotnie słyszeliśmy, że powinniśmy zgłosić się do Fundacji Gajusz. W końcu zdecydowaliśmy się spotkać, wstępnie porozmawiać, zapytać, na czym to wszystko polega. Pan Doktor zbadał Oliwkę, opowiedział nam o jej chorobie, powiedział, czego możemy się spodziewać i jak Gajusz może nam pomóc. Wiedziałam, że lekarz z pobliskiej przychodni nam nie pomoże.
Fundacja wypożyczała nam drogi sprzętu medycznego i zapewniała wizyty lekarza, gdy Mała zaczyna się niepokojąco zachowywać. Otrzymaliśmy pomoc, gdy zabrakło nam leku i nie mieliśmy recepty. Mogliśmy pozostawić Oliwkę pod opieką hospicjum stacjonarnego na jeden dzień, gdy musieliśmy załatwić pilne sprawy poza Łodzią. Szczere rozmowy na trudne tematy i wiele, wiele innych sytuacji…
Oliwia

