strona główna / dla pomagających / historie dzieci / Karolinka

KAROLINKA



Opieka hospicjum domowego

Po kilku miesiącach stan Klaudii znacznie się pogorszył. Kiedy nadziei już nie było, dr Małgorzata Stolarska, szefowa onkologii, opowiedziała rodzinie o Fundacji Gajusz. I tak Klaudia została pacjentką hospicjum domowego. Zapewniono im wszystko, co było niezbędne: koncentratory tlenu, kroplówki, pielęgniarki i lekarzy, którzy przyjeżdżali na każde zawołanie.

 

Byliśmy pod ich opieką przez zaledwie 12 dni. Ale dzięki nim mogliśmy spędzić je w domu. Nie wyobrażam sobie pożegnania w szpitalu – opowiada pani Agnieszka. Klaudia zmarła w 2011 r. Jej młodsza siostra, Karolinka, była jeszcze wówczas przedszkolakiem. Wraz z chorobą i śmiercią ukochanej siostrzyczki jej świat zadrżał. Straciła poczucie bezpieczeństwa. Nie wiedziała, kto odbierze ją z przedszkola i kto z nas będzie nocował w szpitalu.



Projekt „Rodzeństwa”

Nigdy na dobre nie rozstali się z Gajuszem. Choć nie są blisko związani z Kościołem, to chodzili na organizowane przez fundację msze za zmarłe dzieci z hospicjum. A Karolinka uczestniczy w projekcie dla rodzeństw. Każde z nich ma lub miało ciężko chorą siostrę albo brata. Dla wszystkich świat dzieli się na życie przed chorobą i po tym, gdy już na dobre wkroczyła do ich domu. Spotykają się raz w miesiącu. W parku trampolin, figloraju, studiu kulinarnym.

Wśród tych dzieci jest inny rodzaj zrozumienia i empatii niż w szkole. Poza tym oni są tam bardzo rozpieszczani. I o to chodzi. Żeby wyrwali się z domu, od choroby i smutku. I dostali mnóstwo uwagi – komentuje mama.

 

Niespodziewana zmiana – Tuli Luli

Przy okazji jednej z wizyt w Gajuszu odwiedzili Tuli Luli, czyli Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny, w którym mieszka 20 noworodków i niemowląt zostawionych po porodzie przez mamy. Jak Karolinka zobaczyła te dzieci, to się popłakała. Łzy jej kapały jak grochy. Od razu chciała choć jedno dziecko wziąć do domu. Tłumaczyłem, że może nie dziś, bo nie mamy fotelika – wspomina tata Karolinki.



Rodzina zastępcza

Ale temat powracał i poszli za radą córeczki. Zgłosili się do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej na szkolenie dla przyszłych rodzin zastępczych. – Gdy poznaliśmy Kubusia, miał cztery miesiące i płaską główkę od ciągłego leżenia w łóżeczku w domu dziecka. Nie reagował na ludzi. Wiedział, że na bliskość i przytulenie może liczyć tylko przy karmieniu, więc wciąż płakał i domagał się kolejnej porcji mleka. Staraliśmy się nawiązać z nim jakiś kontakt, ale początkowo – bez efektu. Po raz pierwszy uśmiechnął się do Karolinki. Do nas dużo później.

 


Siostra dwóch braci

Z biologiczną mamą Kubusia widują się raz w tygodniu. Dość szybko okazało się, że jest w kolejnej ciąży. – Nie planowaliśmy więcej dzieci. Ale z każdym miesiącem ciąży oswajaliśmy się z myślą, że może trzeba będzie pomóc kolejnemu dziecku – komentują rodzice.

Piotruś urodził się jako wcześniak. Po jego narodzinach pani Agnieszka zrezygnowała z pracy i przekwalifikowała się na rodzinę zastępczą zawodową. Po kilku tygodniach w szpitalu Piotruś został drugim synkiem Markowiaków. Jakiś czas temu zorientowali się, że ich Klaudia i mama biologiczna chłopców urodziły się w tym samym roku i były znajomymi na Facebooku…

A Karolinka? Swoich braci uwielbia. Zdjęcie starszego podpisała „Mordeńko ty moja”. I właśnie przygotowuje do szkoły tekst o wymarzonej pracy. Bo już wie, że będzie opiekunką w Tuli Luli. 

 

Karolina Tatarzyńska



banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski
banner polski banner polski